niedziela, 1 czerwca 2014

Od Lilianne-CD Amber

-Co, co? Aha...-przeciągnęłam się-Nie wiedziałam, że dyżur może być taaakie ciężkii....-ziewnęłam przeciągle.
-Jeden z uroków pracy lekarza-uśmiechnęła się słabo Amber-Nieprzespane noce.
Spojrzałam na papiery, które porządkowałam po czym jęknęłam.
-No nie! Jestem dopiero przy 1995!
-Dokończysz to potem, teraz się zaczną schodzić pacjenci. Tymczasem zrobimy obchód tych, których już gościmy.
Wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się do poszczególnych sal. Nic się nie działo, poza tym, że pewien 12-latek dostał krwotoku z nosa, bo kiedy przetaczał się przez sen uderzył w stalową rurkę.
-Zawsze powtarzałam, że powinni te rurki obić jakas pianką czy czymś.-mruknęłam tamując krwotok.
~~*~~
Była dobiero 6 rano, a szpital już zapełnił się czekającymi na badania. Na szczęście, nie było nikogo w stanie krytycznym, co-jak wspominali starsi lekarze-dawniej zdarzało się dość często.
Około 10 siedziałyśmy z Amber w pokoju i piłyśmy kawę, kiedy wszeł pielęgniarz.
-Pani Wellington, kobieta z siódemki, pod pani opieką wkrótce urodzi, proszę się nią zająć.
Amber się poderwała i rzuciła do mnie.
-Lil, chodź szybko!
~~*~~
Od czasu tego porodu mam uprzedzenie do uczestnictwa w tego typu "imprezach"
Na operacjach nie skupiam się na twarzy pacjenta, bo ta jest zastygła obojętnie i nie słychać krzyków bólu. Mam się skupiać na flakach i dopilnować, żeby wszystko bło w środku na swoim miejscu.
A przy porodach wręcz przeciwnie-ma się bezpiecznie wydostać NA ZEWNĄTRZ.
A tak się składa, że trafiłam na kobietę o bardzo słabych nerwach. Potem Amber mówiła, że zazwyczaj tak się nie drą, ale ta była bardzo wrażliwa i przejęta rolą matki, którą miała piastować.
To Amber odbierała poród, a ja miałam trzymać kobietę za rękę i uspokajać, co było trudne, biorąc pod uwagę MOJE uczucia. Kiedyś mi to być może spowszednieje. Kiedyś.
A teraz było to niezwykłe. Kobieta wydałą na świat zdrową, śliczną córeczkę o piegowatej buzi, co było bardzo ciekawe i noworodków.
Kiedy kobieta ochłonęła, uczucie które towarzyszyło patrzeniu, jak buja w ramionach córeczkę owiniętą w kocyki, wynagrodziło wcześniejszy trud. To samo najwyraźniej twierdziła Amber, która właśnie odebrała pierwszy poród jako lekarz.
-Postanowiła panie, jak nazwie córkę?
-No nie wiem...to pierwszy poród jaki widziałas, tak?
-No tak...-spojrzałam na nią podejrzliwie.
-A tamta lekarka odebrała swój piewrszy?
-Taaak...
-A zatem nazwę ją Lilianne Amber-przytuliła dziewczynkę.
Otworzyłam szeroko oczy. Amber właśnie weszła.
-Amber! Zgadnij, jak pani Natalie(tak miała na imię) nazwie córeczkę!
-Noo nie wiem.-moja przełożona spojrzała czule na zawiniątko w rękach kobiety.
-Lilianne Amber!

Amber? Wena mnie na tym blogu nie opuszcza, chyba tu zabawię dłużej:3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz