niedziela, 22 czerwca 2014

Od Lilianne-CD Luke'a

Zachichotałam. 
-No, aż tak źle to ze mną nie jest!-spoważniałam-Ale nic jej się nie stało?
-Nie, tylko trochę pobolało i przestało. Ale Nickolas się strasznie gniewał...
-No, nie dziwię mu się! Też bym się pogniewała, jakby mój stażysta wstrzyknął kobiecie sól fizjologiczną!-uśmiechnęłam się i pociągnęłam łyk kawy.
-Ale wiesz, że to twoja wina była?-zaczłam szyderczo.
-Ale jak to?-zdziwiłam się.
-Było mnie nie rozpraszać!
-Spadaj-wystawiłam mu język-Koniec fajrantu, mam dziewczynkę, która skręciła rękę w nadgarstku. 
Wstałam, cmoknęłam Luke'a w policzek i poszłam na izbę przyjęć, do Amber.

Luke? Spoko, rozumiem

sobota, 21 czerwca 2014

Od Luke'a-CD Lilianne

We dwoje zeszliśmy do szpitalnego barku. Uśiedliśmy przy stoliku i zamowilismy lody i kawę. Zauważyłem że Amber nas obserwuje.
-Ciekawe o co jej chodzi-powiedziałem wracając wzrokiem na śliczną Lilianne
-Tłumaczy mi,że na medycynie nie można wkręcać się w miłosny wir-odpowiedziała
-Dokładnie to samo mówił mi Nickolas po tym,jak wstrzyknąłem pacjentce sól fizjologiczną-powiedziałem

Lilianne? Brak czasu i problemy osobiste :/

środa, 11 czerwca 2014

Od Lilianne-CD Amber-Do Luke'a

-Och, wybacz,Amber! Postaram się zostawić uczucia poza salą, ładnie powieszone na haczyku z numerkiem. Obiecuję.
Amber uśmiechnęła się z satysfakcją i powróciła do papierów. Starałam się skupić i przy odrobinie chęci i silnej woli się to udało.
~~*~~
-Cześć, Luke!-przywitałam się po pracy.
-Hejka, Lili. 
-Co tam u ciebie?
-Nic ciekawego. A tam?
-Ciut ciekawiej. Niedawno miałam pierwszą operację, mamo, jaki stres...do dziś się trzęsę na samo wspowmnienie tego.
-To może kawka i lodziki na odreagowanie?-zaproponował z uśmiechem.
-Z miłą checią-odwzajemniłam uśmiech.

Luke?;3

wtorek, 10 czerwca 2014

Powitajmy nowego stażystę,Luke'a!


Czuj się dobrze w naszym szpitalu!!!!

Luke odbywa staż u Nickolasa

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Od Amber-CD Lilianne

-Słucham? Jesteś lekarzem. A przynajmniej próbujesz. I jako młody lekarz,musisz panować nad uczuciami. Nie obchodzi mnie twoje życie prywatne ale gdy jesteś w pracy oczekuje kompetencji i pełnego zaangażowania.-wyrzuciłam z lekką irytacją
-Przepraszam-wybąkała dziewczyna i prawie płakała
-Przepraszam Lilianne. Nie powinnam być tak ostra. Rozumiem jesteś młoda,uczucia i te sprawy ale jesteś też stażystką medycyny. Nie możesz pozwolić,by uczucia i fantazje wzięły górę nad trzeźwym rozsądkiem i światłym myśleniem. Rozumiesz co do Ciebie mówię?-zapytałam widząc że Lilianne "odlatuje"-Kosmici uderzyli w ziemię-powiedziałam
-Mhm-mruknęła
-Lilianne!-krzyknęłam

Lilianne? Nie denerwuj Amber :P

niedziela, 8 czerwca 2014

Od Lilianne-CD Amber

Następnego dnia szukałam wzrokiem Luke'a opodal sali wykłądowej. Znalazłam. Zarywała do niego blondyna


Podkradłam się, żeby słyszeć co mówią.
-Jestem Nina. Siądziesz obok mnie na wykładzie. Pomożesz mi w nauce anatomii
Przysunęła się do niego tak, żeby miał przed oczami jej dekolt.
-Ta...rzeczywiście wyglądasz na taką co wymaga pomocy w nauce.
-Och, ty to jesteś zabawny! Ale masz rację...do MOJEJ nauki potrzeba DWÓCH osób...jeśli wiesz, o czym mówię.
Sugestywnie poszrezyła i tak duży dekolt.
-Aahaa...O, Lilianne!-zauważył mnie i podszedł-Chciałabyś usiąść obok mnie na wykładzie? Po fakcie ewentualnie byśmy wyskoczyli na miasto czy gdzieś.
-Z miłą chęcią, Luke. Ale nie martw się-mi nie musisz podpowiadać, anatomię człowieka każdej płci znam bardzo dobrze.
Uśmiechnął się i wyciągnął rękę z szarmanckim uśmieszkiem. Wzięłam go pod ramię i skierowaliśmy się w stronę sali wyładowej by zająć jak najlepsze miejsca. Po drodze posłałam Ninie złośliwe spojrzenie i wróciłam do rozmowy z Lukiem.
~~*~~
Wykład stał się o tyle znośny, że siedziałam obok Luke'a. Amber opowiadała ciekawie, ale o nieciekawych rzeczach. Z początku próbowałam robić notatki, ale potem się zmęczyłam i zaczęłam bazgrać w notatniku. I tak narodziła się Gustawa

Oraz jej wierzchowiec-smok....POLIPEPTYD!

~~*~~
-To narazie, Luke-powiedziałam cicho, bo światła latarni na ulicy nakłaniały do ciszy.
-Cześć, Lili.
-Fajnie się z tobą bawiłam...serio.
-No...
Zanim się obejrzałam, staliśmy w świetle latarni i całowaliśmy się. Tylko we dwoje. Żadnych blondynek, podrywających go. Żadnych przełożonych, drwiących z uczucia. Tylko ja i ON.
Staliśmy tak długo. Ciekawe, jak ja znalazłam w sobie tyle siły, żeby się od niego oderwać.
~~*~~
-Coś ty taka rozkojarzona, Lilianne!?
-Co? Nie...po prostu...nie wyspałam się i już.
-Ta? A jak spędziłąś noc? Bezsenność była samotna czy może w duecie? Chciałabym posłuchać takiego koncertu...
-Odwal się...tylko się poca...Ups!
Amber?

piątek, 6 czerwca 2014

Od Amber-CD Lilianne

-Tak. No dobrze. Zauroczyłaś się. Ale następnym razem,uczucia zostaw przed pokojem zabiegowym-uśmiechnełam się
-Ty też Amber-podniosła kącik ust
-Ja je zawsze zostawiam. Chociaż narazie ich nie ma.-powiedziałam
-Ahaamm-przeciągnęła się
-Tak. A nie nabiłaś chłopakowi guza?-zapytałam modląc się by nie wybuchnąć śmiechem
-Nie...chyba nie-zmieszała się. Postanowiłam juz jej nie dręczyć
-Lilianne,zmieniając temat. Jutro o 10:00 jest wykład w sali reprezentacyjnej prowadzony przezemnie dla stażystów. Przeyjdziesz?-zapytałam

Lilianne?

Żegnamy Leslie...

Nasz nowy lekarz,Leslie musi nas opuścić,gdyż jej matka zmarła na stole chirurgicznym. Leslie się załamała i porzuciła medycynę(rzeczywisty powód nie musi być tu ujawniany,gdyż sterująca mogła by nie wyrazić na to zgody)

Serdeczne kondolencje..

Od Lilianne-CD.Amber


-OPERACJĘ!?-wykrztusiłam biorąc notatki. Ale Amber już nie było. Przeczytałam wszystko o tego tego typu operacjach i mnie zemdliło.
~~*~~
Nie mam ochoty opisywać tego wydarzenia dokładnie. Amber przy mnie nie było, a piekęgniarki średnio się znały. Jednak się udało. Było to ohydne-wnętrzności były zalane jakąś paskudną mazią. Udało się-dzieciak przeżył.
~~*~~
-Ninawidzę cię-mruknęłam-Zostawiłaś mnie samą na tej sali.
-Oo...ja ciebie też kocham.Przytuliła mnie, a ja spojrzałam na nią ponuro.
-Wracam do hotelu dla stażystów-mruknęłam i wyszłam ze szpitala.
~~*~~
Następnego dnia, kiedy otwierałam drzwi walnęłam nimi kogoś.
-Ojej! Przepraszam!
Wyglądnęłam za drzwi. Na ziemi leżał i masował się w czoło chłopak



-Auć...nie no, spoko.
Spojrzeliśmy sobie w oczy, a czas jakby się zatrzymał. Oboje rozdziawiliśmy lekko usta i nadal na siebie patrzyliśmy.
-Może pomogę ci wstać?-zaproponowałam.
-Nie...nie trzeba!-podniósł się.
-Jestem Lilianne...pracuję na stażu.
-Ja Luke, też jestem stażystą.
-Och...to może chodźmy do pracy?
~~*~~
Luke okazął się miłym, zabawnym młodym mężczyzną. Miał staż u Nickolasa.
-To narazie, spotykamy się po pracy?-spytał.
-Pewnie. Pozdrowienia! To znaczy bywaj...to znaczy...no wiesz.
Zaczęłam się powoli cofać, aż wpadłam na ścianę.
-Och! Sorki, no narazie!
~~*~~
-Uważaj, Lilianne, bo jej zassiesz całą krew!-wykrzyknęła Amber podczas pobierania krwi.
-Przepraszam...-zarumieniłam się i wyjęłam igłę z rączki dziecka.
-Coś się stało? O czym myślisz?
-Powiem ci później...
~~~*~~
-Chłopak!?-zachichotała-O mało nie zassałaś całej krwi małej dziewczynce, bo myślałaś o chłopaku!? Odbywającym staż u Nickolasa!?
-Mhm-kiwnęłam głową-Na imię ma Luke...-westchnęłam.
Parsknęła śmiechem.
-I ciebie bawi przyjaźń moja i ordynatora! Ciebie, która rąbnęła drzwiami jego stażystę i od razu się zakochałaś!
-To za mocno powiedziane-zakochałaś...-burknęłam.

Amber?

czwartek, 5 czerwca 2014

Powitajmy nowego lekarza,Leslie!




Czuj się dobrze w naszym szpitalu!

Od Amber-CD.Lilianne

Przekrzywiłam głowę
-A jak miało być? Zwyczajna operacja. Wnętrzności,krew,metal,lekarze,pielęgniarki i sprzęt-wyliczyłam
-Wiesz o co mi chodzi-zaspekulowała
-Nie za bardzo-przyznałam fałszywie,bo wiedziałam,że ona myśli,że ja i ordynator to coś więcej
-No,byłaś tam prawie sama z Nickolasem. A kilka dni przed operacją jakieś przytulanie-zauważyła. Parsknęłam śmiechem
-Rozumiem. Ty myślisz,że niby ja i on...Lilianne,to mój przyjaciel. A to że mnie pociesza i tak dalej to chyba normalne,prawda?-zapytałam powstrzymując śmiech
-Chyba tak-przyznała. Z uśmiechem wstałam i usiadłam za biurko. Zerknęłam na rozkład operacji. Zauważyłam ciekawą pozycję.
-Lilianne,widziałaś?-zapytałam po chwili
-Co takiego?-zaciekawiła się
-Dziś operujesz.Operacja mało ambitna,ale na początek wystarczy.Pękł wyrostek robaczkowy. Był znacznie powiększony. Zawartość się rozlała. Jesteś moją stażystką,muszę być pewna że wszystko przebiegnie dobrze,więc proszę. Masz godzinę,by to przeczytać-podałam jej moje stare notatki


Lilianne?

Od Lilianne-CD.Amber

-Upadło ziarno niezgody na żyzną glebę-zauważyłam patrząc z odrazą w plecy odchodzącej.
-Nawet nie wiesz jak-syknęła.
-Och, nie martw się- w końcu to ty dostałaś stażystkę-mrugnęłam.
-Mhm...ale z tego powodu też się zemści-stwierdziła ponuro.
~~*~~
-Umieram!-jęknęła Amber padając na kanapę. Spojrzałam na nią pytająco.
-Mam przeprowadzić operację serca razem z Grachi! Wyobrażasz to sobie!?
-Nie muszę, bo zobaczę. Posypią się iskry.
~~*~~
Sypały się. Grachi najwyraźniej nie rozumiała powagi tej operacji i krytykowała ruchy Amber, kiedy tylko miała okazję.
-Szczypce-poprosiła mnie Amber.
-Ambi, szczypce są kilkadziesiąt centymetrów od ciebie. No niech mnie, weźcie ją stąd! Bierze się za operację serca, a rączek jej się nie chce wyciągnąć.
-Tak się składa, Grachielle, że właśnie po to mi szczypce żeby móc poruszać obiema rękami, bo bez szczypcy ta skóra mi opadnie na ręce!-warknęła. Bałam się, że przez ich kłótnie pacjent ucierpi.
~~*~~
Pomimo czysto napiętej atmosfery na sali, pacjent przeżył i wrócił do domu bez komplikacji.
Gadałyśmy z Amber na korytarzu o operacji i wyobrażałyśmy sobie, co byśmy zrobiły, gdyby to Grachi trafiła na stół. Zgodnie stwierdziłyśmy, że najlepszym pomysłem jest wyłączenie narkozy na otwartym sercu.
Zauważyłam, że w naszą stronę kieruje się ordynator Nickolas. Chciałam odejść, ale szykowała się grubsza aferka.
Na drodze mężczyzny stanęła Grachi.
-Och, Nick! Ponoć mamy wspólnie prowadzić operację żołądka.-zaświergotała. Następne zdanie powiedziała zmysłowym, głębokim tonem-Kiedy mam się stawić?
-Ach, hej Grachi. Sorry, ale nie prowadzimy tej operacji. Pielęgniarka doniosła mi co wyczyniałaś podczas operacji pana Nashoen. Zastąpi cię Amber.
Twarz kobiety wykrzywił grymas wściekłości, a Amber spojrzała na mnie-jej usta, którymi poruszała bezgłośnie ułożyły się w "pielęgniarka doniosła?"
Mrugnęłam. Teraz z kolei ordynator podszedł prosto do nas.
-Pewnie usłyszałaś, że jutro po 15 operujemy panią z 5 na żołądek. Przygotuj swoją stażystkę.
-Co? A nie, dzięki, ja mam jutro na 15 zajęcia. Ale serio, bardzo bym chciała zobaczyć operację żołądka-parsknęłam śmiechem.
-Ty się nie śmiej, smarkulo-pogroził mi palcem, ale się uśmiechnął.
~~*~~
-I jak było?-spytałam następnego dnia w pokoju.
Amber parsknęła.
-Było ciemno, mokro, a wrzody były nieprzyzwoicie duże. Lepiej powiedz jak na zajęciach?
-O, nie miałam żadnych zajęć-machnęłam ręką. Amber się zmarszczyłą, ale po chwili na jej twarzy pojawiło się zrozumienie.
-Mów jak było z przystojnym panem ordynatorem Nickolasem-znacząco poruszyłam brwiami.

Amber? Mwahaha, złośliwa smarkula^^

Od Amber-CD Lilianne

-Wątpię. Chwila! Tamta dziewczyna była pacjentką Grachi. Grachi to rok starsza odemnie lekarka z onkologii. Przekazała ni swoją pacjentkę. Właśnie ją. Wiedziała,że jestem wrażliwa i załamę się gdy ona umrze. Wiedziała,że dziewczynie zostało mało czasu. Podła...-niedokończyłam
-Dlaczego tak się do Ciebie czepia?-zapytała Lilianne
-Gdy chodziła na uczelnię,byłam od niej lepsza mimo że młodsza. Nie mogła znieść też tego,że wykładowcy mnie lubili. Idziesz ze mną?-zapytałam wstając
-Gdzie?-zdziwiła się
-Na onkologię do Grachi-uśmiechnełam się kwaśno. Ruszyłam bojowym krokiem nie czekając na reakcję Lilianne. Na moje szczęście szła korytarzem
-O! Ambi,już się pozbierałaś?-zapytała z udawanym współczuciem
-Nie mów do mnie Ambi-wysyczałam przez zęby
-Bo co mi zrobisz,AMBI?-odpowiedziała naciskając na moją okropną ksywkę
-Wiem,że specjalnie przekazałaś mi umierającą pacjentkę,tając ten fakt w brakującym dokumencie-warknęłam
-Brawo! Ambi w końcu zrozumiała. Zniszczę Cię,wiesz?-zapytała szeptem
-Zobaczymy kto kogo zniszczy-odpowiedziałam i ze złością pchnęłam drzwi. Całej sytuacji przyglądała się Lilianne

Lilianne?

Od Lilianne-CD Amber

-Ojejku, Amber tak mi przykro!-przytuliłam przełożoną.-To nie była twoja wina!
-A właśnie, że tak! Może gdybym nie traciła czasu na obściskiwanie się z ordynatorem jeszcze by żyła!-zaszlochała mi w ramię. 
-To nie twoja wina...jesteś tylko człowiekiem-powtórzyłam słowa ordynatora.-Chodź do mojego pokoju. Jeśli jesteś w stanie, wszystko mi opowiedz.
Kiedy dowiedziałam się co się stało zaczęłam bez słowa przytulać przyjaciółkę.
-Zostając lekarzem musiałaś się na to przygotować-szepnęłam.-A teraz powinnaś się wyspać. Poczekaj, dam ci coś na sen.
Puściłam ją i wyciągnęłam z szuflady melisę.
-Possij to, zadziała. W szpitalu postaram się, żebyś przyszła później. 
~~*~~
Była 7 rano, a Amber nie było. To dobrze-mogła dłużej pospać. Ja za to miałam więcej pracy. 
Moja przełożona pojawiła się po 8.
-Dzięki ci Lil za to-uśmiechnęła się.-Mam nadzieję, że rodzice dziewczynki nie mają do mnie pretensji?
-Nie, co prawda rozpaczali, ale trafili nam się rozsądni ludzie-powiedzieli, że chcą, abyś była na pogrzebie. 
Kobieta zbladła.
-Dasz radę-poklepałam ją po plecach-Pogrzeb pojutrze o 16.
~~*~~
-I jak było?-spytałam.
-Okropnie-szepnęła i padła na kanapę w pokoju lekarzy. 
-Nie przesadzaj. 
-Nie przesadzam. Nie moglam opanować spazmów. Byłam w gorszym stanie niż mama małej. 
-To świadczy o empatyczności-postanowiłam jej trochę dokuczyć, żeby rozluźnić atmosferę-Może pójdziesz do pana ordynatora po pociechę?
Podziałało. Wystawiła mi język, ale uśmiechnęła się. 
-Widzisz, jak ja o ciebie dbam? Jeszcze trochę, a zostaniesz rozpieszczoną lekarzynką. Szturchnęła mnie.

Amber?

wtorek, 3 czerwca 2014

Od Amber-CD Lilianne

-Nie,nie zostań. -powiedziałam poprawiając fartuch
-No dobrze-odpowiedziała lekko zmieszana
-To Amber,prześpij się. Jesteś tylko człowiekiem i potrzebujesz snu-powiedział ciepło i wyszedł
-Amber,trochę głupio spytać,ale czy Ty i ordynator...no wiesz-zapytała Lilianne siadając obok mnie na kanapie. Spojrzałam na nią dziwnie.
-Skąd to przypuszczenie?-zapytałam
-No nie wiem. Przepraszam-odpowiedziała  skruszona dziewczyna
-Nie szkodzi. Eh,ty już jesteś wolna. Ja muszę jeszcze zrobić jedną rzecz na onkologii-powiedziałam i wstałam. Wyszłam z pokoju i poszłam w kierunku wind. Dojechałam na onkologię. Od samych drzwi przywitała mnie mała dziewczynka,która leży tu od 4 miesięcy. Poszłam do pokoju lekarzy.
-Witaj Amber.-powiedziała przygnębiona Trecy,onkokog
-Cześć,co się stało?-zapytałam
-Ugh...Twoja pacjentka...ta z 11...odeszła-odpowiedziała cicho. Łzy napłynęły mi do oczu
-Kiedy to się stało?-zapytałam wycierając oczy chusteczką
-Jakieś 5 godzin temu-przyznała
-Dlaczego dowiaduję się o tym ostatnia!?-krzyknęłam i z płaczem pobiegłam do hotelu dla stażystów. Wzięłam klucz od recepcjionistki i zapłaciłam za noc. Wtedy wpadłam na Lilianne
-Amber. Co ty tu robisz? Co się stało?-zapytała
-Moja pacjentka z onkologii umarła,a mnie nie było przy zgonie-przyznałam i zaczęłam szlochać

Lilianne?

Od Lilianne-CD.Amber

Weszłam do pokoju, by poprosić Amber o podpis na jakimś papierze, ale kiedy weszłam zmieszałam się. Amber siedziała na podłodze, objęta przez Nickolasa.
-Eech...Amber, mogłabyś tu podpisać? Ale jeśli przeszkadzam...
-Nie, nie...już podpisuję.
Zerwała się z podłogi i podpisała papier.
-To...ja już wyjdę...

Amber? To akurat krótkieO.o

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Od Amber-CD Lilianne

Uśmiechnełam się
-To miło-powiedziałam i zaczęłam notować w dokumentach
-Cóż za zadowolenie-burknęła Lilianne. Spojrzałam tylko zdziwiona na stażystkę i kontynuowałam czynność. Wtedy na salę wbiegła jedna z pielęgniarek.
-Pani doktor! Dziewczyna z 6 zaczęła kaszleć krwią!-krzyknęła. Zaklęłam pod nosem i pobiegłam na salę. Wszystko wyglądało bardzo groźnie.
-Przygotujcie ją do operacji! Będę ją otwierać-powiedziałam szybko i wyjęłam telefon
-Dużo pani ryzykuje-powiedział anestezjolog
-A mam stać i czekać aż dziewczyna wykrwawi się na smierc!? Lilianne,3 dawki krwi grupy AB-powiedziałam i wyszłam z sali. Zadzwoniłam na blok.
-Jak to do ch*lery nie ma wolnej sali!? Czy ja pracuje w jakimś średniowieczu!?-krzyknęłam w słuchawkę. Ręce mi się trzęsły. Podjęłam bardzo pochopną i strasznie niebezpieczną decyzję.
-I co robimy? Krew już jedzie-zapytała Lilianne. Spojrzałam na nią bezradnym wzrokiem
-Będę operować ją na zabiegowym-westchnęłam. Dziewczyna spojrzała na mnie przerażona
-To ryzykowne-oświadczyła
-Wiem,ale nie zniosę tego,że przez moją bezczynność ona umrze!-prawie krzyknęłam i założyłam fartuch,rękawiczki,opaskę na twarz i czepek. Do zabiegowego przyjechała dziewczyna. Pielęgniarki krążyły jak mrówki po oddziale szukając wolnej aparatury. Lilianne podawała mi coraz to nowe narzędzia z lodówki. Krew pryskała na wszystkie strony. Po 5 godzinach operacji dziewczyna wróciła do nas. Skierowałam ją na salę wybudzeń. Zdjęłam brudną odzież ochronną i opadłam bezsilnie na podłogę. Byłam wyczerpana. Zebrałam wszystkie siły i wstałam. Nie chciałam pokazywać słabości. Wtedy podszedł do mnie anestezjolog.
-Dobra robota,Amber-poklepał mnie po ramieniu. Rzuciłam mu tylko przelotny uśmiech i poszłam do pokoju lekarzy. Załączyłam ekspres do kawy i nalałam sobie kubek. Usiadłam za biurkiem i zaczęłam pisać odprawę. Wtedy weszła Lilianne
-Proszę. Nic nie mów. Zajmij się papierami. Proszę-jęknęłam żałośnie. Dziewczyna popatrzyła na mnie ze współczuciem i zajęła się porządkowaniu dokumentów. Wypiłam kawę jednym łykiem. Potarłam skronie dłońmi. Wtedy do pokoju wszedł ordynator
-Lilianne,wyjdź na chwilę-powiedział oschle. Dziewczyna się posłuchała.
-Nickolasie,o co chodzi?-zapytałam słabo
-Twoje krzyki słyszał cały szpital. Jak mogłaś tak ryzykować,operując na zabiegowym...-zaczął Ale mu przerwałam
-Lepiej żebym zostawiła ją i podłączyć krew?-warknęłam
-Dasz mi dokończyć?-wywrócił oczyma
-Tak-burknęłam
-Bardzo ryzykowałaś,ale uratowałaś jej życie. Doceniam to. Od tego jesteśmy. By ratować ludzi-powiedział i usiadł obok mnie lekko obejmując
-Czyli nie dostanę nagany?-zapytałam
-Oczywiście że nie. Ale więcej nie krzycz na ludzi przez telefon-uśmiechnął się
-Postaram się-odpowiedziałam
-Idź do domu,prześpij się-zaproponował
-Nie,prześpię się w hotelu dla stażystów. Z tego co wiem,mój pokój jest wolny-powiedziałam. Wtedy weszła Lilianne
-...?

Lilianne? Cieszę się :)

niedziela, 1 czerwca 2014

Od Lilianne-CD Amber

-Co, co? Aha...-przeciągnęłam się-Nie wiedziałam, że dyżur może być taaakie ciężkii....-ziewnęłam przeciągle.
-Jeden z uroków pracy lekarza-uśmiechnęła się słabo Amber-Nieprzespane noce.
Spojrzałam na papiery, które porządkowałam po czym jęknęłam.
-No nie! Jestem dopiero przy 1995!
-Dokończysz to potem, teraz się zaczną schodzić pacjenci. Tymczasem zrobimy obchód tych, których już gościmy.
Wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się do poszczególnych sal. Nic się nie działo, poza tym, że pewien 12-latek dostał krwotoku z nosa, bo kiedy przetaczał się przez sen uderzył w stalową rurkę.
-Zawsze powtarzałam, że powinni te rurki obić jakas pianką czy czymś.-mruknęłam tamując krwotok.
~~*~~
Była dobiero 6 rano, a szpital już zapełnił się czekającymi na badania. Na szczęście, nie było nikogo w stanie krytycznym, co-jak wspominali starsi lekarze-dawniej zdarzało się dość często.
Około 10 siedziałyśmy z Amber w pokoju i piłyśmy kawę, kiedy wszeł pielęgniarz.
-Pani Wellington, kobieta z siódemki, pod pani opieką wkrótce urodzi, proszę się nią zająć.
Amber się poderwała i rzuciła do mnie.
-Lil, chodź szybko!
~~*~~
Od czasu tego porodu mam uprzedzenie do uczestnictwa w tego typu "imprezach"
Na operacjach nie skupiam się na twarzy pacjenta, bo ta jest zastygła obojętnie i nie słychać krzyków bólu. Mam się skupiać na flakach i dopilnować, żeby wszystko bło w środku na swoim miejscu.
A przy porodach wręcz przeciwnie-ma się bezpiecznie wydostać NA ZEWNĄTRZ.
A tak się składa, że trafiłam na kobietę o bardzo słabych nerwach. Potem Amber mówiła, że zazwyczaj tak się nie drą, ale ta była bardzo wrażliwa i przejęta rolą matki, którą miała piastować.
To Amber odbierała poród, a ja miałam trzymać kobietę za rękę i uspokajać, co było trudne, biorąc pod uwagę MOJE uczucia. Kiedyś mi to być może spowszednieje. Kiedyś.
A teraz było to niezwykłe. Kobieta wydałą na świat zdrową, śliczną córeczkę o piegowatej buzi, co było bardzo ciekawe i noworodków.
Kiedy kobieta ochłonęła, uczucie które towarzyszyło patrzeniu, jak buja w ramionach córeczkę owiniętą w kocyki, wynagrodziło wcześniejszy trud. To samo najwyraźniej twierdziła Amber, która właśnie odebrała pierwszy poród jako lekarz.
-Postanowiła panie, jak nazwie córkę?
-No nie wiem...to pierwszy poród jaki widziałas, tak?
-No tak...-spojrzałam na nią podejrzliwie.
-A tamta lekarka odebrała swój piewrszy?
-Taaak...
-A zatem nazwę ją Lilianne Amber-przytuliła dziewczynkę.
Otworzyłam szeroko oczy. Amber właśnie weszła.
-Amber! Zgadnij, jak pani Natalie(tak miała na imię) nazwie córeczkę!
-Noo nie wiem.-moja przełożona spojrzała czule na zawiniątko w rękach kobiety.
-Lilianne Amber!

Amber? Wena mnie na tym blogu nie opuszcza, chyba tu zabawię dłużej:3