-Upadło ziarno niezgody na żyzną glebę-zauważyłam patrząc z odrazą w plecy odchodzącej.
-Nawet nie wiesz jak-syknęła.
-Och, nie martw się- w końcu to ty dostałaś stażystkę-mrugnęłam.
-Mhm...ale z tego powodu też się zemści-stwierdziła ponuro.
~~*~~
-Umieram!-jęknęła Amber padając na kanapę. Spojrzałam na nią pytająco.
-Mam przeprowadzić operację serca razem z Grachi! Wyobrażasz to sobie!?
-Nie muszę, bo zobaczę. Posypią się iskry.
~~*~~
Sypały się. Grachi najwyraźniej nie rozumiała powagi tej operacji i krytykowała ruchy Amber, kiedy tylko miała okazję.
-Szczypce-poprosiła mnie Amber.
-Ambi, szczypce są kilkadziesiąt centymetrów od ciebie. No niech mnie, weźcie ją stąd! Bierze się za operację serca, a rączek jej się nie chce wyciągnąć.
-Tak się składa, Grachielle, że właśnie po to mi szczypce żeby móc poruszać obiema rękami, bo bez szczypcy ta skóra mi opadnie na ręce!-warknęła. Bałam się, że przez ich kłótnie pacjent ucierpi.
~~*~~
Pomimo czysto napiętej atmosfery na sali, pacjent przeżył i wrócił do domu bez komplikacji.
Gadałyśmy z Amber na korytarzu o operacji i wyobrażałyśmy sobie, co byśmy zrobiły, gdyby to Grachi trafiła na stół. Zgodnie stwierdziłyśmy, że najlepszym pomysłem jest wyłączenie narkozy na otwartym sercu.
Zauważyłam, że w naszą stronę kieruje się ordynator Nickolas. Chciałam odejść, ale szykowała się grubsza aferka.
Na drodze mężczyzny stanęła Grachi.
-Och, Nick! Ponoć mamy wspólnie prowadzić operację żołądka.-zaświergotała. Następne zdanie powiedziała zmysłowym, głębokim tonem-Kiedy mam się stawić?
-Ach, hej Grachi. Sorry, ale nie prowadzimy tej operacji. Pielęgniarka doniosła mi co wyczyniałaś podczas operacji pana Nashoen. Zastąpi cię Amber.
Twarz kobiety wykrzywił grymas wściekłości, a Amber spojrzała na mnie-jej usta, którymi poruszała bezgłośnie ułożyły się w "pielęgniarka doniosła?"
Mrugnęłam. Teraz z kolei ordynator podszedł prosto do nas.
-Pewnie usłyszałaś, że jutro po 15 operujemy panią z 5 na żołądek. Przygotuj swoją stażystkę.
-Co? A nie, dzięki, ja mam jutro na 15 zajęcia. Ale serio, bardzo bym chciała zobaczyć operację żołądka-parsknęłam śmiechem.
-Ty się nie śmiej, smarkulo-pogroził mi palcem, ale się uśmiechnął.
~~*~~
-I jak było?-spytałam następnego dnia w pokoju.
Amber parsknęła.
-Było ciemno, mokro, a wrzody były nieprzyzwoicie duże. Lepiej powiedz jak na zajęciach?
-O, nie miałam żadnych zajęć-machnęłam ręką. Amber się zmarszczyłą, ale po chwili na jej twarzy pojawiło się zrozumienie.
-Mów jak było z przystojnym panem ordynatorem Nickolasem-znacząco poruszyłam brwiami.
Amber? Mwahaha, złośliwa smarkula^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz