Uśmiechnełam się
-To miło-powiedziałam i zaczęłam notować w dokumentach
-Cóż za zadowolenie-burknęła Lilianne. Spojrzałam tylko zdziwiona na stażystkę i kontynuowałam czynność. Wtedy na salę wbiegła jedna z pielęgniarek.
-Pani doktor! Dziewczyna z 6 zaczęła kaszleć krwią!-krzyknęła. Zaklęłam pod nosem i pobiegłam na salę. Wszystko wyglądało bardzo groźnie.
-Przygotujcie ją do operacji! Będę ją otwierać-powiedziałam szybko i wyjęłam telefon
-Dużo pani ryzykuje-powiedział anestezjolog
-A mam stać i czekać aż dziewczyna wykrwawi się na smierc!? Lilianne,3 dawki krwi grupy AB-powiedziałam i wyszłam z sali. Zadzwoniłam na blok.
-Jak to do ch*lery nie ma wolnej sali!? Czy ja pracuje w jakimś średniowieczu!?-krzyknęłam w słuchawkę. Ręce mi się trzęsły. Podjęłam bardzo pochopną i strasznie niebezpieczną decyzję.
-I co robimy? Krew już jedzie-zapytała Lilianne. Spojrzałam na nią bezradnym wzrokiem
-Będę operować ją na zabiegowym-westchnęłam. Dziewczyna spojrzała na mnie przerażona
-To ryzykowne-oświadczyła
-Wiem,ale nie zniosę tego,że przez moją bezczynność ona umrze!-prawie krzyknęłam i założyłam fartuch,rękawiczki,opaskę na twarz i czepek. Do zabiegowego przyjechała dziewczyna. Pielęgniarki krążyły jak mrówki po oddziale szukając wolnej aparatury. Lilianne podawała mi coraz to nowe narzędzia z lodówki. Krew pryskała na wszystkie strony. Po 5 godzinach operacji dziewczyna wróciła do nas. Skierowałam ją na salę wybudzeń. Zdjęłam brudną odzież ochronną i opadłam bezsilnie na podłogę. Byłam wyczerpana. Zebrałam wszystkie siły i wstałam. Nie chciałam pokazywać słabości. Wtedy podszedł do mnie anestezjolog.
-Dobra robota,Amber-poklepał mnie po ramieniu. Rzuciłam mu tylko przelotny uśmiech i poszłam do pokoju lekarzy. Załączyłam ekspres do kawy i nalałam sobie kubek. Usiadłam za biurkiem i zaczęłam pisać odprawę. Wtedy weszła Lilianne
-Proszę. Nic nie mów. Zajmij się papierami. Proszę-jęknęłam żałośnie. Dziewczyna popatrzyła na mnie ze współczuciem i zajęła się porządkowaniu dokumentów. Wypiłam kawę jednym łykiem. Potarłam skronie dłońmi. Wtedy do pokoju wszedł ordynator
-Lilianne,wyjdź na chwilę-powiedział oschle. Dziewczyna się posłuchała.
-Nickolasie,o co chodzi?-zapytałam słabo
-Twoje krzyki słyszał cały szpital. Jak mogłaś tak ryzykować,operując na zabiegowym...-zaczął Ale mu przerwałam
-Lepiej żebym zostawiła ją i podłączyć krew?-warknęłam
-Dasz mi dokończyć?-wywrócił oczyma
-Tak-burknęłam
-Bardzo ryzykowałaś,ale uratowałaś jej życie. Doceniam to. Od tego jesteśmy. By ratować ludzi-powiedział i usiadł obok mnie lekko obejmując
-Czyli nie dostanę nagany?-zapytałam
-Oczywiście że nie. Ale więcej nie krzycz na ludzi przez telefon-uśmiechnął się
-Postaram się-odpowiedziałam
-Idź do domu,prześpij się-zaproponował
-Nie,prześpię się w hotelu dla stażystów. Z tego co wiem,mój pokój jest wolny-powiedziałam. Wtedy weszła Lilianne
-...?
Lilianne? Cieszę się :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz