-Nie,nie zostań. -powiedziałam poprawiając fartuch
-No dobrze-odpowiedziała lekko zmieszana
-To Amber,prześpij się. Jesteś tylko człowiekiem i potrzebujesz snu-powiedział ciepło i wyszedł
-Amber,trochę głupio spytać,ale czy Ty i ordynator...no wiesz-zapytała Lilianne siadając obok mnie na kanapie. Spojrzałam na nią dziwnie.
-Skąd to przypuszczenie?-zapytałam
-No nie wiem. Przepraszam-odpowiedziała skruszona dziewczyna
-Nie szkodzi. Eh,ty już jesteś wolna. Ja muszę jeszcze zrobić jedną rzecz na onkologii-powiedziałam i wstałam. Wyszłam z pokoju i poszłam w kierunku wind. Dojechałam na onkologię. Od samych drzwi przywitała mnie mała dziewczynka,która leży tu od 4 miesięcy. Poszłam do pokoju lekarzy.
-Witaj Amber.-powiedziała przygnębiona Trecy,onkokog
-Cześć,co się stało?-zapytałam
-Ugh...Twoja pacjentka...ta z 11...odeszła-odpowiedziała cicho. Łzy napłynęły mi do oczu
-Kiedy to się stało?-zapytałam wycierając oczy chusteczką
-Jakieś 5 godzin temu-przyznała
-Dlaczego dowiaduję się o tym ostatnia!?-krzyknęłam i z płaczem pobiegłam do hotelu dla stażystów. Wzięłam klucz od recepcjionistki i zapłaciłam za noc. Wtedy wpadłam na Lilianne
-Amber. Co ty tu robisz? Co się stało?-zapytała
-Moja pacjentka z onkologii umarła,a mnie nie było przy zgonie-przyznałam i zaczęłam szlochać
Lilianne?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz