Następnego dnia szukałam wzrokiem Luke'a opodal sali wykłądowej. Znalazłam. Zarywała do niego blondyna

Podkradłam się, żeby słyszeć co mówią.
-Jestem Nina. Siądziesz obok mnie na wykładzie. Pomożesz mi w nauce anatomii
Przysunęła się do niego tak, żeby miał przed oczami jej dekolt.
-Ta...rzeczywiście wyglądasz na taką co wymaga pomocy w nauce.
-Och, ty to jesteś zabawny! Ale masz rację...do MOJEJ nauki potrzeba DWÓCH osób...jeśli wiesz, o czym mówię.
Sugestywnie poszrezyła i tak duży dekolt.
-Aahaa...O, Lilianne!-zauważył mnie i podszedł-Chciałabyś usiąść obok mnie na wykładzie? Po fakcie ewentualnie byśmy wyskoczyli na miasto czy gdzieś.
-Z miłą chęcią, Luke. Ale nie martw się-mi nie musisz podpowiadać, anatomię człowieka każdej płci znam bardzo dobrze.
Uśmiechnął się i wyciągnął rękę z szarmanckim uśmieszkiem. Wzięłam go pod ramię i skierowaliśmy się w stronę sali wyładowej by zająć jak najlepsze miejsca. Po drodze posłałam Ninie złośliwe spojrzenie i wróciłam do rozmowy z Lukiem.
~~*~~
Wykład stał się o tyle znośny, że siedziałam obok Luke'a. Amber opowiadała ciekawie, ale o nieciekawych rzeczach. Z początku próbowałam robić notatki, ale potem się zmęczyłam i zaczęłam bazgrać w notatniku. I tak narodziła się Gustawa


Oraz jej wierzchowiec-smok....POLIPEPTYD!
~~*~~
-To narazie, Luke-powiedziałam cicho, bo światła latarni na ulicy nakłaniały do ciszy.
-Cześć, Lili.
-Fajnie się z tobą bawiłam...serio.
-No...
Zanim się obejrzałam, staliśmy w świetle latarni i całowaliśmy się. Tylko we dwoje. Żadnych blondynek, podrywających go. Żadnych przełożonych, drwiących z uczucia. Tylko ja i ON.
Staliśmy tak długo. Ciekawe, jak ja znalazłam w sobie tyle siły, żeby się od niego oderwać.
~~*~~
-Coś ty taka rozkojarzona, Lilianne!?
-Co? Nie...po prostu...nie wyspałam się i już.
-Ta? A jak spędziłąś noc? Bezsenność była samotna czy może w duecie? Chciałabym posłuchać takiego koncertu...
-Odwal się...tylko się poca...Ups!
Amber?
