Obudziłam się wcześnie rano. Dziś zaczynał się mój staż. Wskoczyłam w ubranie
I pojechałam do szpitala. Stanęłam w hallu nie bardzo wiedząc co robić.
Podszedł portier.
-Pani na staż do Amber Wellington?
Kiwnęłam głową.
-Proszę poczekać.
Po chwili nadeszła młoda kobieta.
-Amber Wellington?-zapytałam
-Tak. Ty pewnie jesteś moją stażystką,prawda?
-Tak,Lilianne Lavaly. Na chirurgię i pediatrię-odpowiedziałam
-Ok. Chodź,pokażę Ci co i jak-uśmiechnęła się.
Amber oprowadziła mnie po szpitalu. Był dobrze wyposażony i nie bło w nim tej szpitalnej, chłodnej atmosfery sterylnych pomieszczeń-było przyjemnie.
-Doktor Wellington? Ma pani pacjentkę.-zgłosiła jedna z pielęgniarek.
Obok niej stała roztrzęsiona, ruda dziewczynka w wieku około siedmiu lat i z wyraźnymi śladami długiego, histerycznego płaczu. Za rączkę trzymała ją kobieta w średnim wieku, jej matka.
-Moją córeczkę boli brzuch, wczoraj wymiotowała.
-Za chwilkę ją weźmiemy i zbadamy.-uśmiechnęła się Amber.-Tymczasem Lilianne, przygotuj USG i jakieś wygodne posłanie dla małej księżniczki.
Kiwnęłam głową i poszłam na salę badań USG. Amber wprowadziła dziewczynke z wytrzeszczonymi ze strachu oczami. Najpierw lekarka zaczęła ugniatać brzuch dziecka w różnych miejscach. W pewnym miejscu, nad miednicą kiedy puszczała dziewczynka pisnęła:
-Boli!
Amber rzuciła fachowe spojrzenie na miejsce, które przed chwilą naciskała.
-Podejrzewam już co to, ale chcę się upewnić badaniem USG.
-Ale co to? Co to jest!?-zaniepokoiła się matka dziecwzynki.
-Proszę się nie martwić.
Nałożyła żel na baloący fragment ciała dziewczynki i przeprowadziła USG. Mała, która przestała się bać z zainteresowaniem oglądała szarawe obrazy na ekranie.
-No, Lilianne, jak myślisz, co to jest?-zwróciła się do mnie.
Przyjrzałam się.
-Myślę, że...ale mogę się mylić...chyba to wyrostek robaczkowy.
-Nie chyba tylko na pewno. Trzeba będzie przeprowadzić operację usunięcia.
-Ja się nie zgadzam na żadne operacje!-przestraszyła się kobieta.
-Jeśli jej szybko nie zoperujemy, wyrostek pęknie, a wtedy małej będzie groziło wielkie niebezpieczeństwo!-powiedziałam oburzona, przerywając ścieranie żelu z brzuszka dziewczynki. Pieszczotliwie uszczypnęłam ją w nosek. Zachichotała
-Mamusiu, te panie mnie fajnie zoporują wiesz? Nie trzeba się bać bo ten wytrystek już niedługo sobie pójdzie!
-Możesz być pewna, że cię bardzo fajnei ZOPERUJEMY i twój WYROSTEK rzeczywiście sobie pójdzie!-zapewniłam sadowiąc ją sobie na kolanach.
~~*~~
Dziś czeka mnie pierwsza w życiu operacja-sympatycznej, rudej dziewczynki, która ma wyrostek robaczkowy.
-Nerwy?-spytała Amber, kiedy myłyśmy ręce. Kiwnęłam głową z zaciśniętymi wargami.
-Spoko. To też mój pierwszy raz, ale widziałam już kilka. Usunięcie wyrostka to jedna z łatwiejszych operacji.
Pracowałyśmy kilka godzin, razem z dwiema pielęgniarkami plus jedną, siedzącą przy aparaturze. Udało się.
Siedziałam na korytarzu.Już nie miałam krwi na rękach.
-I jak?-spytała pogodnie Amber, wychodząc z sali, gdzie leżała dziewczynka.
-Jakoś idzie.-rzekłam.-A tobie?
Amber?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz